Jak zmieniły się wesela w Polsce na przestrzeni ostatnich 10 lat?

Raport z branży… i z życia

Kiedy zaczynałam pracę w branży ślubnej w 2012 roku, wesela wyglądały inaczej niż dziś. I nie mówię tu tylko o dekoracjach czy modzie, ale przede wszystkim o sposobie myślenia o samym weselu.

Przez ostatnie kilkanaście lat zorganizowałam setki przyjęć, obserwując z bliska, jak zmieniają się pary młode, ich potrzeby, marzenia… i realia.
Dlatego dziś chcę Cię zabrać w krótką podróż (zgodną z obowiązującym na Instagramie trendzie 🙂 ): jak wyglądały wesela w 2016 roku, a jak jest teraz.

Gdyby ktoś zapytał mnie dziś, czy wesela kiedyś były lepsze, odpowiedziałabym: były inne.

Nie gorsze. Nie lepsze. Inne.

Dlatego dziś chcę opowiedzieć nie tylko jak zmieniła się branża ślubna, ale też jak zmieniło się podejście do samego wesela.

Wesela około 2016 roku – perfekcja według schematu

Jeszcze 10 lat temu bardzo wiele wesel wyglądało podobnie.
Bez względu na to, czy odbywały się w dużym mieście, czy w mniejszej miejscowości.

Był schemat:

  • określona liczba gości (często 120–160 osób),
  • klasyczna sala weselna,
  • sztywny harmonogram,
  • jasno ustalone „punkty obowiązkowe”.

Wesele miało być:

  • równe,
  • dopięte na ostatni guzik,
  • przewidywalne,
  • takie, żeby nikt nie miał się do czego przyczepić.

I naprawdę — wiele z tych wesel było pięknych.
Ale były też bardzo podobne do siebie.

Pary Młode często bardziej skupiały się na tym:

„czy wszystko będzie tak, jak powinno” niż na tym „jak my chcemy się w tym dniu czuć”.

Budżet i skala – jak było kiedyś?

Około 2016 roku:

  • średni budżet wesela w Polsce wynosił ok. 50 tys. zł,
  • „talerzyk” był zdecydowanie tańszy niż dziś (nawet o połowę!)
  • mniej było dodatkowych atrakcji, stref, rozbudowanych dekoracji.

Wielu parom zależało na tym, żeby:

  • zaprosić jak najwięcej osób,
  • zmieścić się w budżecie,
  • spełnić oczekiwania rodziny.

Organizacja wesela była często projektem logistycznym. Emocje schodziły na drugi plan.

Wesela dziś – więcej odwagi, więcej siebie

To, co obserwuję teraz, to ogromna zmiana mentalna.

Dzisiejsze pary:

  • częściej decydują się na mniejsze wesela (60-100)
  • wybierają nietypowe miejsca,
  • odważniej mówią „nie”,
  • coraz częściej stawiają na spójność ze sobą, a nie z tradycją.

I co bardzo ważne — dopuszczają niedoskonałość.

Nie wszystko musi być idealne.
Nie wszystko musi być równo.
Nie wszystko musi pasować „pod Pinterest”.

Czasem jest miejsce na:

  • zmianę planu,
  • drobne błędy,
  • spontaniczność.

I wiesz co? Te wesela bardzo często są najpiękniejsze emocjonalnie.

Budżet dziś – wyższy, ale bardziej świadomy

Tak, to prawda — dziś budżety są wyższe.
Często 60–100 tys. zł to standard, a w większych miastach znacznie więcej.

Ale z mojego doświadczenia wynika, że:

  • pary rzadziej „wydają dla zasady”,
  • częściej wybierają mniej elementów, ale lepszej jakości,
  • inwestują w komfort, jedzenie i atmosferę.

Coraz częściej słyszę:

„Nie chcemy wszystkiego. Chcemy tego, co dla nas ważne”. I to jest ogromna zmiana.

Styl i estetyka – kiedyś równo, dziś autentycznie

Kiedyś:

  • dominowała klasyka,
  • powtarzalne rozwiązania,
  • estetyka „bezpieczna”,
  • najczęściej wszystko pod linijkę 

Dziś:

  • więcej kolorów,
  • więcej indywidualnych wyborów,
  • więcej charakteru.
  • Więcej przestrzeni 

Wesela przestały być wystawą perfekcji. Stały się opowieścią o parze. Czasem niedoskonałą. Czasem zaskakującą. Ale prawdziwą.

Rola konsultanta ślubnego – ogromna zmiana

Jeszcze kilka lat temu konsultant ślubny był traktowany jako luksus.
Dziś coraz częściej jako realne wsparcie/partner.

Bo pary nie chcą już:

  • wszystkiego pilnować,
  • stresować się logistyką,
  • brać odpowiedzialności za każdy szczegół.

Chcą mieć przestrzeń:

  • na emocje,
  • na bycie razem,
  • na przeżywanie, a nie kontrolowanie.

I to jest jedna z najpiękniejszych zmian, jakie widzę w tej branży.

Co się tak naprawdę zmieniło?

Gdybym miała to podsumować jednym zdaniem, powiedziałabym:

Kiedyś wesela bardzo często organizowało się po to, by spełnić czyjeś oczekiwania.
Rodziny. Tradycji. Tego, „jak powinno być”. Dziś coraz częściej organizuje się je po to, by spełnić własne marzenia. W swoim tempie.
Na własnych zasadach. Z przestrzenią na niedoskonałość i prawdziwe emocje.

To nie znaczy, że dzisiejsze wesela są łatwiejsze.
Są po prostu bardziej świadome. Miało być jedno zdanie 😉 no cóż nie wyszło 🙂

I jako osoba, która widziała jedno i drugie — z pełnym przekonaniem powiem:
to dobry kierunek.

Scroll to Top